











Pamięć zawodną jest. Potrafi płatać nieznośnie psikusy. Może, przykładowo, sprawić, że zapomniawszy wszystko *, wyda nam się, że jesteśmy odrębnymi, samotnymi laleczkami skazanymi na kaprysy bogów. Ja zapomniałem. Wynikła zresztą z tej niepamięci niezła heca... Pozwólcie, że nie będę zagłębiał się w pikantne szczegóły. Ujawnię tylko, że zdarzało się tupać nóżką, gdy okazało się, że nie wszystko chce być po mojemu... Na szczęście znalazło się kilku jegomości, w większości, niestety, martwych, którzy wskazali kierunek. Krishnamurti, Wilber, de Mello to ci, którzy niosą świtało ( czyli, [sic] Lucyfery ) w mrokach wieków współczesnych. Strach jest balastem, który można zrzucić. Nie jest to jednak łatwe, bo sprzedawany jest w pakiecie z szeregiem opcji dodatkowych, z których rezygnować nie chcemy. Przywiązanie wydaje nam się czymś naturalnym, świadczącym o naszej wrażliwości. Uniemożliwia ono jednak jakościowy skok w hiperprzestrzeń świadomości; w miejsce, gdzie obawa o siebie ustępuje wszechogarniającej trosce o całość stworzenia... Czyż ktoś mądry nie powiedział, że "to Love, is to let go"?
Polecam Wam w/w Panów, a raczej ich spostrzeżenia, które mają swoje źródło w miejscu, do którego wszyscy mamy dostęp... W trosce o NAS !
* czy będąc wszystkim, można czegoś nie wiedzieć ?